5M... to nie opis nowej generacji mieszkań, gdzie 4m to za mało. To 5 miesięcy, bo aż tyle minęło od ostatniego denka. Zbierałam, zbierałam.. dopóki opakowania nie zaczęły same wychodzić z torby. W koszu są od końca czerwca, więc nowe denko lipcowe już niebawem. A teraz zapraszam. Nie wiem, cy będą 2 czy 3 części tegoż posta. :)
Dwie wody termalne, niezastąpione w upały, o czym niebawem. Te akurat zużyłam zamiast toników, w wiosenne poranki. Całkiem sympatyczne, aczkolwiek nie zauważyłam ich oszałamiającego działania- woda jak woda. Ta z Vichy "leżała" mi mniej, i to niej już nie wrócę. Do tej z La Roche- Posay, również nie,
mimo, że była lepsza. Znalazłam ulubieńca ever, którego codziennie noszę do pracy. :)
Tonik o zapachu nieba Oriflame, o którym pisałam wcześniej, więc odpuszczam dalsze recenzowanie.
Perfecta peeling gruboziarnisty zdziera dość mocno, chyba to te drobinki orzecha. Zapach ma nieinwazyjny, taki zapach czystości. Momentami miałam wrażenie, że zapychał mi skórę, a rano miałam wysyp małych krostek, ale nie skazuję go jako winnego w 100%. Nie wrócę już do niego.
Szampony zużywam szybko, no.. chyba, że mam do czynienia z szamponem Syoss. Te diabły są niesamowicie wydajne, mimo że ja nabieram dość sporą porcję szamponu do każdego mycia. Ten przeciwłupieżowy nie przypadł mi do gustu. Miał dość dziwny zapach, włosy po nim były sztywne, dlatego też unikałam jego kontaktu z inną częścią, niż skóra głowy. Zdecydowanie wolę ten dla włosów blond.
Szampony Dove...ta zabawa to nie dla mnie. Przetłuszczacze włosów, mimo pięknego zapachu, to nawilżenie jest aż za bardzo... nawilżające. :P Chociaż wiem, że mi nie służą, teraz znowu myję włosy szamponem Dove... ahhh te promocje. Przyrzekam sobie, że to ostatni raz.
W 2/3 pędzelki, w reszcie moje włosy. W takich proporcjach zużyłam szampon Isany dla mężczyzn. Co z tego, że pachniał mocno, męsko i chemicznie. Co z tego, że włosy plątał. Sytuacja, w której nie macie czasu nawet kupić sobie nowego szamponu, zmusza do użycia tego co ma się pod ręką. Pana już żegnam.
Masło raz, poproszę. Bielenda to mój numer 1. Aczkolwiek preferuję go w okresie jesienno-zimowym.
Czy już Wam kiedyś wspominałam o kremie Oriflame Silk Beauty? Jeśli nie, to moja wina. Bo wspomnieć o nim warto, z jednego jedynego powodu- ZAPACHU. Pachnie tak intensywnie, i pięknie jednocześnie( kwestia gustu, oczywiście), że nie można mu się oprzeć. Posmaruj się wieczorem, pachnij nim rano tak samo intensywnie, a twoja pościel razem z tobą. Posmaruj się rano, a żadne perfumy ich nie przebiją. Będziesz pachnieć czystością, kobiecością, kwiatami. Cudo. Wchłanianie na 5+, nawilżenie na 3.
I przyszła pora na kremy do twarzy, o których w sumie do powiedzenia mam niewiele, bo o pierwszym same złe rzeczy, o drugim zdania nie mam, natomiast trzeci. No dobra, wypowiem się co nieco.
Kremik z Nivea, to standard do twarzy z tej firmy. Według mnie, większości kremów Nivea, pachnie i działa tak samo, czyli nijak. Ni to nawilża, ni to odżywia. Zwykły natłuszczacz, w nagłych wypadkach. Z kolei o śmierdziuchu z Oriflame Pure Nature nie napiszę nic, bo nie warto pisać o czymś, co jest tak beznadziejne. Ponad połowę tego kremu wsmarowywałam w stopy i łokcie, aby szybciej do denka.
Chciałam krem nawilżający z serii T Pharmaceris, chłopak kupił kojący. :) Ci mężczyźni. Plus za SPF 15, oraz za neutralny zapach. Sam w sobie łagodnie nawilżał, i jakby koi skórę.Świetnie nadawał się pod makijaż, nieźle chronił przed słońcem. Mimo 30 ml był naprawdę wydajny. Przy codziennym stosowaniu wystarczył mi na ok 4 miesiące używania. Jeśli macie problemy z łuszczącymi się plamkami na twarzy, dobrze nawilży je na cały dzień.
Ufff, ledwo dałam radę, a to nawet nie połowa. Nigdy więcej mega denek!
Do jutra.
:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą syoss. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą syoss. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 lipca 2013
piątek, 19 lipca 2013
poniedziałek, 28 stycznia 2013
HAUL styczniowy- pielęgnacja "ogólna" ;p
Szybki wpis, co udało mi się zakupić w tym miesiącu, pomijając pielęgnację twarzy.
Wszystkie rzeczy bardzo potrzebne, żadnych zbędnych( no...może poza masłem do ciała, ale nie mogłam się oprzeć, od kiedy wypróbowałam je od siostry mojego chłopaka.)
Haul z pielęgnacją twarzy- KLIK
POZDRAWIAM gorąco!
PM
sobota, 25 sierpnia 2012
DENKO: SIERPIEŃ
Zrobiłam przegląd kosmetyków, i już nic więcej w tym miesiącu nie sięgnie dna, a więc pora na pokazanie Wam co udało mi się zużyć. A jest tego... sporo! Sama jestem w szoku, więc bez zbędnego gadania. :)
Farba Palette Deluxe 218- farba rozjaśniająca o 2-4 tony, fajnie pachnie ( dla niektórych wręcz odwrotnie ;p), ładnie rozjaśnia włosy, uwielbiam ją
Henna Delia do brwi i rzęs- ja zawsze używam brązowej do brwi, i wychodzi mi ładny odcień.
Lavera Body Spa olejek limonka i werbena- używałam do olejowania włosów, w tej funkcji sprawdził sie bardzo przyzwoicie
Syoss Szampon do włosów blond- recenzja tu
Syoss Odżywka bez silikonów- polubiłam się z tą odzywką, choć nie od razu. Zakupię ją ponownie, i wtedy zrobię recenzję
Henna Delia do brwi i rzęs- ja zawsze używam brązowej do brwi, i wychodzi mi ładny odcień.
Lavera Body Spa olejek limonka i werbena- używałam do olejowania włosów, w tej funkcji sprawdził sie bardzo przyzwoicie
Syoss Szampon do włosów blond- recenzja tu
Syoss Odżywka bez silikonów- polubiłam się z tą odzywką, choć nie od razu. Zakupię ją ponownie, i wtedy zrobię recenzję
Venus Krem rodzinny- ot, zwykły krem uniwersalny, bez szału. Smarowałam nim stopy na noc, bo innych części ciała bym nie zaryzykowała posmarować. Nie kupię ponownie.
Perfecta Spa Masło do ciała Wanilia i Pomarańcza- cudny zapach, genialna kremowa konsystencja, dla mojej skóry raj! Kocham kocham, i będę powracać.
Krem do stóp Scholl- miał redukować zgrubienia i twardą skórę. Kosztował ok 20zł.. i okazał się tragiczny! Nie zrobił nic! W ogóle nie wsiąkał w skórę, pozostawiał tylko śliską warstwę, więc jeśli w nocy nagle musicie gdzieś się przejść po domu, grozi to śmiertelnym wywróceniem się , nawet na dywanie!
Gerber Krem na rozstępy- nie pojawiły mi się żadne rozstępy w trakcie jego stosowania, ale nie miałam żadnych gwałtownych zmian w wadze. Starych rozstępów na udach nie zredukował.
Avon naturals kremowy żel do mycia twarzy- recenzja tu
Palmolive Thermal spa żel pod prysznic- piękny, świeży zapach, idealny na upały. Używałam z przyjemnościa . Jeśli znowu będzie w promocji, kupię ponownie.
Isana pianka do golenia- uwielbiam w niej cukierkowy zapach i cenę. Pianka jak pianka, więc jeśli mam wybrać, wybieram tanią, obłędnie pachnącą Isanę :)
Beyonce Heat Rush- recenzja tu
Wibo wysuszacz do lakieru- muszę poszukać innego wysuszacza, ten słabo działał, w dodatku nie dało się nim pryskać paznokci bo wysuszał skórki, i barwił je na biało. Ja , pipetką wylewałam kroplę na lakier.
Wibo eliksir z jedwabiem- nie odżywił paznokci, używałam pod lakiery, żeby uchronić płytkę przed odbarwieniem.
Lovely Crystal Strenght lakier- w pięknym lawendowym kolorku, niestety 1/3 zgęstniała :(
Bebe pomadka ochronna- lubię pomadki z Bebe, ta ładnie pachniała mlekiem, i fajnie nawilżała usta
Miss Sporty So clear- krem tonujący, bo podkładem bym tego nie nazwała. Nie dawał żadnego krycia, jedynie wyrównywał koloryt skóry. Ja używałam go do rozjaśniania za ciemnego podkładu, lub mieszałam aby osłabić krycie podkładu z Revlonu. Nie kupię tego produktu ponownie, polecam do młodej cery.
Teraz zużycia biwakowe :)
Fa Gelee Royale mini żel pod prysznic- pod namiotem, a raczej prysznicem sprawdził się idealnie. :) Poręczny, wydajny i pięknie pachnący, w dodatku pieniący się mocno, nawet bez myjki.
Szaszetki odżywek z farb, Palette Deluxe- dla mnie zbyt obciążają włosy, ale takie saszetki są szalenie poręczne, i zajmują mało miejsca w bagaż
Chusteczki nawilżane Babydream- uwielbiam zabierać je ze sobą na wakacje, wycieram nimi ręce, twarz, nawet ubrudzone od błota kaloszki :)
W sumie 22 produkty!
Wrzesień, więc zapowiada się ubogo w zużycia. :)
środa, 8 sierpnia 2012
Syoss Blond & Highlights szampon
Koniecznie muszę Wam napisać parę słów o szamponie, który kupiłam przypadkiem, nie oczekując od niego prawie nic, a odkryłam swój KWC ( dopóki nie znajdę lepszego ;p).
Syoss ma pielęgnować i chronić kolor włosów blond. Powiem tak... Długo rozjaśniałam włosy, od ciemnego brązu po ten złotawy blond, który mam teraz. Używałam tego szamponu przez 2 miesiące, i w tym czasie nie farbowałam włosów. Otóż ten cudak rozjaśnił mój blond o co najmniej 4 tony! Nie wiem, czy to zasługa wypłukiwania koloru, raczej nie.
Po drugie jego zapach jest tak cudowny, że szczerze żałuję, iż nie mogę do niego znaleźć odżywki w komplecie :(
Konsystencja jest dość gęsta, a wystarczy mała ilość, by ładnie zapienił się na naszej głowie.
Często i gęsto bywało tak, że po umyciu nim włosów, nie potrzebowałam żadnej odżywki, aby je rozczesać, co przy moim sianie jest ewenementem!
Wiem, że różne są opinie na temat szamponów Syossa. Innych nie próbowałam, ale ten kocham miłością ogromną!
A Wy, lubicie produkty Syoss?
Subskrybuj:
Posty (Atom)













